3 rzeczy, które chciałbym wiedzieć wcześniej o najmie.

Gdybym dzisiaj zaczynał od początku… 3 rzeczy zrobiłbym inaczej

Za chwilę minie 10 lat, odkąd zacząłem swoją przygodę z najmem.

Setki najemców, setki umów i mnóstwo historii. Niektóre zabawne, niektóre absurdalne, a niektóre takie, których zdecydowanie wolałbym nie mieć w swoim zawodowym CV 😉

Ostatnio, między innymi przez pewien projekt wydawniczy, coraz częściej zaglądam do naszego archiwum. I zacząłem się zastanawiać:

Gdybym dzisiaj mógł cofnąć się o prawie 10 lat i powiedzieć początkującemu sobie trzy rzeczy, co by to było?

1. Bądź empatyczny, ale naucz się stawiać granice

To chyba największa zmiana, jaka zaszła we mnie przez te lata.

Prywatnie nadal jestem człowiekiem empatycznym. W najmie również staram się zrozumieć drugiego człowieka. Jeżeli mogę komuś pomóc, znaleźć rozwiązanie czy zwyczajnie wyjść naprzeciw – robię to.

Ale historie naszych najemców już mnie nie łamią.

Po prawie 10 latach usłyszałem ich po prostu zbyt wiele.

Dzisiaj potrafię jednocześnie powiedzieć:

„Rozumiem Twoją sytuację”

i chwilę później:

„Ale umawialiśmy się na coś konkretnego i tego się trzymamy”.

Kiedyś wydawało mi się, że jedno wyklucza drugie. Dzisiaj wiem, że można mieć empatię i jednocześnie bardzo wyraźne granice.

2. Procedury są po to, żeby stosować je również wtedy, kiedy jest niewygodnie

To jest coś, czego nauczyłem się chyba najboleśniej.

Dzisiaj mamy określone procedury dotyczące płatności. Jedna z nich jest bardzo prosta: ostatni dzień miesiąca jest dla nas dniem wypowiedzeń w przypadku problemów z płatnościami.

Bez względu na historię.

Nie oznacza to, że nie rozmawiamy z człowiekiem albo nie próbujemy znaleźć rozwiązania. Oznacza natomiast, że nie odkładamy działania dlatego, że kolejna historia brzmi wiarygodnie.

Kiedyś robiłem to inaczej.

„Dajmy jeszcze kilka dni”.

„Przecież obiecał”.

„Za tydzień wszystko ureguluje”.

I nagle z kilku dni robił się miesiąc, z miesiąca dwa, a mały problem zaczynał mieć własny kod pocztowy 😉

Dzisiaj wiem, że dobra procedura nie powstaje po to, żeby ładnie wyglądała w segregatorze. Powstaje zazwyczaj dlatego, że kiedyś jej nie było i sporo za to zapłaciliśmy – pieniędzmi, czasem albo nerwami.

3. Jeżeli naprawdę słyszysz swoją intuicję – nie zagłuszaj jej.

Kiedyś w sprzedaży mówiło się o „upolowaniu słonia” – zdobyciu naprawdę dużego klienta.

I ja kiedyś takiego słonia upolowałem.

W jednym momencie wynajęliśmy 26 mieszkań pracownikom i rodzinom pracowników dużego zakładu przetwórstwa mięsnego.

26 mieszkań.

Wtedy wyglądało to jak ogromny sukces.

Do momentu, kiedy firma upadła.

To, co wydarzyło się później, kosztowało mnie mnóstwo pieniędzy, czasu, stresu i nerwów. Wychodzenie z całej tej sytuacji było jednym z trudniejszych doświadczeń w mojej historii związanej z najmem.

Miałem później wrażenie, że przez ten jeden okres postarzałem się o kilka lat.

Ale najciekawsze zrozumiałem dopiero dużo później.

Tamtego dnia ja wiedziałem, co powinienem zrobić. Naprawdę wiedziałem.

W głowie zapaliła mi się lampka. Coś mi mówiło, jak powinienem zareagować i jakie decyzje podjąć.

Tylko że… nie posłuchałem siebie. Nie miałem zaufania do siebie samego.

Jacek Walkiewicz, jeden z moich ulubionych mówców i autorów, wielokrotnie mówi o zaufaniu do siebie. I z każdym kolejnym rokiem coraz lepiej rozumiem, jak ogromne ma ono znaczenie.

Bo intuicja po latach pracy nie zawsze jest jakimś magicznym „przeczuciem”.

Czasami jest po prostu doświadczeniem, które zdążyło zauważyć coś wcześniej niż świadoma analiza.

Dzisiaj dużo bardziej sobie ufam.

Nie dlatego, że zawsze mam rację. Tylko dlatego, że wiem już, ile razy widziałem pewne sytuacje, zachowania i schematy.

Gdybym więc dzisiaj spotkał Arka sprzed prawie 10 lat, powiedziałbym mu trzy rzeczy:

Miej empatię, ale stawiaj granice.

Twórz procedury i nie łam ich tylko dlatego, że akurat jest Ci kogoś żal.

I kiedy naprawdę wyraźnie słyszysz siebie – nie udawaj, że nie słyszysz i miej w dupie co ktoś o mnie pomyśli lub powie negatywnego na mój temat.

Chociaż znając Arka sprzed 10 lat, pewnie odpowiedziałby mi:

„Spokojnie, mam to pod kontrolą” 😉

A potem życie musiałoby mu przez następne kilka lat tłumaczyć, że jednak nie wszystko.

Dodaj komentarz