I pewnie nie jest to odpowiedź, której można się spodziewać po kimś, kto od lat mówi o dokładnej weryfikacji najemców.
Ale rynek najmu też jest rynkiem.
Są momenty, kiedy po wystawieniu mieszkania telefon dzwoni tak często, że zaczynasz żałować, że podałeś swój numer.
Są też takie jak teraz, kiedy patrzysz na telefon i zastanawiasz się, czy przypadkiem nie włączył się tryb samolotowy.
I wtedy pojawia się pytanie:
Czy najemca, któremu przy dziesięciu zainteresowanych powiedziałbym „nie”, przy jednym zainteresowanym może usłyszeć „porozmawiajmy”?
Oczywiście.
Ale jest różnica między kompromisem a desperacją.
CO JESTEM W STANIE ZAAKCEPTOWAĆ?
Niższy dochód – o ile po zapłaceniu wszystkich kosztów najemcy nadal zostają pieniądze na życie, a nie tylko na trzy zupki chińskie.
Krótszy staż pracy – dwa miesiące w nowej firmie nie muszą oznaczać problemów. Patrzę wtedy szerzej na historię zatrudnienia i sytuację finansową.
Umowę na czas określony lub inne źródło dochodu – działalność, zlecenie czy kilka źródeł dochodu nie dyskwalifikują. Dochód ma być przede wszystkim realny i możliwy do zweryfikowania.
Zwierzę – jeśli właściciel nie mówi kategorycznego „nie”, jestem bardziej skłonny rozważyć najemcę z psem czy kotem. Zwłaszcza jeśli alternatywą jest kolejny miesiąc, w którym jedynym lokatorem mieszkania jest kurz.
Krótszy okres najmu – czasami zamiast upierać się przy umowie na rok, jestem w stanie zaakceptować pół roku.
I nie raz, nie dwa właśnie tak robiłem.
Jeżeli trafiał się sensowny najemca, ale z różnych powodów chciał wynająć mieszkanie tylko na sześć miesięcy, wolałem podpisać krótszą umowę niż przez kolejne tygodnie czy miesiące dokładać do pustego mieszkania.
Czasami półroczny najem pozwala po prostu przeczekać słabszy okres i wrócić z mieszkaniem na rynek w lepszym momencie.
Nie każda umowa musi być idealna. Czasem ma być po prostu rozsądna.
Barierę językową – osoba, która nie zna polskiego czy angielskiego, nie jest przez to złym najemcą. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że taki najem zabiera więcej czasu.
Trzeba przetłumaczyć zasady, umowę, płatności, kwestie związane z mediami, a później jakoś komunikować się przez cały okres najmu.
Nie każdy właściciel zna język obcy i nie każdy ma cierpliwość, żeby każdą rozmowę prowadzić z telefonem i translatorem w ręce.
Dobry przykład mieliśmy właśnie dzisiaj.
Po kilku miesiącach poszukiwań znaleźliśmy w końcu najemców z Kolumbii do mieszkania w Trzebini.
Wiem, że z perspektywy właścicieli nie był to kandydat „10/10”. Tyle że jest jeszcze druga strona medalu.
Puste mieszkanie również kosztuje.
Czynsz administracyjny trzeba płacić niezależnie od tego, czy ktoś w mieszkaniu mieszka, czy jedynym najemcą pozostaje wspomniany wcześniej kurz.
Dlatego przy słabszym rynku jestem bardziej elastyczny.
Ale tylko w kwestiach, w których ryzykiem można rozsądnie zarządzić.
Bariera językowa może być niedogodnością. Krótki staż pracy może wymagać dokładniejszego sprawdzenia. Pies może zostawić kilka dodatkowych śladów na podłodze. Półroczna umowa oznacza, że za sześć miesięcy znowu trzeba będzie szukać najemcy.
To jednak nie są automatycznie czerwone flagi.
A CZEGO NIE ODPUSZCZAM?
Braku możliwości potwierdzenia dochodów.
Podawania nieprawdziwych informacji.
Problemów z kaucją już na starcie.
Niechęci do dokumentów.
Kombinowania przy umowie.
Tekstów w rodzaju:
„Panie Arku, a musimy to wszystko wpisywać?”
Tutaj sytuacja na rynku niczego nie zmienia.
Bo jeśli widzę prawdziwą czerwoną flagę, to fakt, że telefon od tygodnia milczy, nie sprawia nagle, że flaga robi się zielona.
Najgorsze, co może zrobić właściciel przy słabszym rynku, to powiedzieć:
„Nikt nie dzwoni. Bierzmy tego.”
Miesiąc pustostanu kosztuje.
Ale źle wybrany najemca potrafi sprawić, że za miesiącem pustostanu zaczniemy jeszcze tęsknić.
Dlatego kiedy rynek zwalnia, mogę zmienić niektóre kryteria.
Mogę zaakceptować niższy dochód.
Mogę szerzej spojrzeć na formę zatrudnienia.
Mogę zgodzić się na zwierzę.
Mogę podpisać umowę na pół roku zamiast na rok.
Mogę poświęcić więcej czasu na komunikację z osobą, z którą dzieli mnie bariera językowa.
Nie zmieniam jednak procedury weryfikacji.
Bo rynek może decydować o tym, jak szeroko otworzę drzwi.
Ale nie o tym, czy zdejmę z nich zamek.