Kilka lat po uruchomieniu Flatexu zgłosił się do mnie pewien człowiek.
Śp. Jarosław Kwartnik.
Pan Jarek był zarządcą nieruchomości z blisko 30-letnim doświadczeniem.
Ja byłem wtedy po trzydziestce. Pan Jarek — mocno po pięćdziesiątce.
Przy nim byłem świeżakiem. Nieopierzonym zawodnikiem, któremu wydawało się już, że coś o najmie wie.
Jak się później okazało — wiedziałem.
Tylko zdecydowanie mniej, niż mi się wydawało.
Pana Jarka trudno było zresztą pomylić z kimkolwiek innym.
Miał swój znak rozpoznawczy — skórzaną kamizelkę.
Nie miało większego znaczenia, co znajdowało się pod spodem.
Koszulka — kamizelka.
Koszula — kamizelka.
Sweter — kamizelka.
Mam wrażenie, że gdyby przyszedł kiedyś w garniturze, też znalazłby sposób, żeby założyć na niego tę skórzaną kamizelkę.
Do tego charakterystyczny uśmiech, spora dawka cynizmu i bardzo specyficzne poczucie humoru.
Tak specyficzne, że część jego żartów zacząłem rozumieć chyba dopiero po czasie.
Zawsze byliśmy też na „pan”.
Kiedyś zaproponowałem:
„Panie Jarku, może Pan mówić do mnie Arek, a ja zostanę przy Panie Jarku”.
Spojrzał na mnie z tym swoim charakterystycznym uśmiechem i odpowiedział:
„Nie wypada, Panie Arku”.
I temat został zamknięty.
Taki właśnie był Pan Jarek.
Ale wróćmy do początku.
Zgłosił się do mnie z bardzo prostą propozycją.
Od czasu do czasu miał mieszkania do wynajęcia, ale robił to na tyle nieregularnie, że nie opłacało mu się utrzymywać płatnych abonamentów na portalach ogłoszeniowych.
Zaproponował więc, żeby publikować je przez Flatex.
On pokrywał koszty, my dostawaliśmy symboliczny procent od transakcji i wszyscy byli zadowoleni.
No… prawie wszyscy.
Bo ja początkowo byłem do tego pomysłu nastawiony dość sceptycznie.
Ostatecznie pomyślałem jednak:
„Spróbujmy”.
Umowa na czas nieokreślony, miesięczny okres wypowiedzenia. Najwyżej się rozstaniemy.
Nie rozstaliśmy się.
I z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że wtedy powiedziałem „tak”.
Bo zarobiłem na tej współpracy zdecydowanie mniej pieniędzy niż wiedzy.
A ta została ze mną do dzisiaj.
Zaczęło się od zwykłych rozmów przy kawie.
Pół godziny.
Potem godzina.
Czasami kilka godzin.
I nagle przy jednym stole siedział człowiek z blisko 30-letnim doświadczeniem w zarządzaniu nieruchomościami, wspólnotach, spółdzielniach i administracji oraz ja — ze swoim kilkuletnim doświadczeniem i przekonaniem, że właśnie odkryłem Amerykę.
Pan Jarek od czasu do czasu cierpliwie informował mnie, że Amerykę odkryto trochę wcześniej.
I właśnie za te rozmowy jestem mu dzisiaj najbardziej wdzięczny.
Bo wcale nie zawsze się zgadzaliśmy.
Wręcz przeciwnie.
Jednym z naszych ulubionych tematów były choćby kaucje.
Pan Jarek potrafił wymagać kaucji odpowiadającej trzykrotności wszystkich miesięcznych opłat — o ile czasami nie było to nawet więcej.
7 tysięcy.
10 tysięcy.
Czasami 15 tysięcy złotych.
Dla mnie to był kosmos.
Mówiłem mu:
„Panie Jarku, przecież przy takiej kaucji będziemy szukać najemcy do Bożego Narodzenia. Pytanie tylko, którego roku”.
A on miał swoją filozofię.
Prostą.
Jeżeli kogoś nie stać na kaucję, to nie stać go na to mieszkanie.
Koniec.
Ja mówiłem o dokładniejszej weryfikacji, analizowaniu sytuacji najemcy, rozmowie, ograniczaniu ryzyka.
On mówił:
„Ma pieniądze?
”
I właściwie mogliśmy przechodzić do następnego punktu![]()
Dwa różne światy.
I właśnie dlatego tak lubiłem te rozmowy.
Bo dzisiaj jestem przekonany, że w rozwoju nie potrzebujemy wyłącznie ludzi, którzy potakują i mówią:
„Arek, świetnie kombinujesz, mordo”.
Czasami znacznie bardziej potrzebujemy kogoś, kto usiądzie naprzeciwko i powie:
„Nie. Ja zrobiłbym to zupełnie inaczej”.
Nie muszę później zrobić tak jak on.
Ale powinienem się przynajmniej zastanowić, dlaczego tak uważa.
I to jest coś, co towarzyszy mi właściwie od pierwszych dni Flatexu.
Kiedy otwierałem biuro, pierwszych tygodni nie spędziłem wyłącznie na gonieniu za klientami.
Zrobiłem coś innego.
Zacząłem spotykać się z właścicielami innych biur nieruchomości w Chrzanowie i okolicy oraz z ich agentami.
Nie po to, żeby ich rekrutować.
Nie po to, żeby podbierać im klientów.
Chciałem po prostu rozmawiać.
Słuchać.
Patrzeć, jak pracują.
Pytać, dlaczego coś robią w taki, a nie inny sposób.
Bo wychodziłem z założenia, że skoro ktoś robi coś od 10 czy 20 lat, a ja robię to od kilku tygodni, to istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że wie coś, czego ja jeszcze nie wiem.
Szokujące odkrycie.
I szkoda, że nie zawsze później o tym pamiętałem.
Bo kiedy po latach patrzę na jedną z największych katastrof w swojej historii najmu — 26 mieszkań wynajętych jednemu zakładowi przetwórstwa mięsnego, które potem bankrutuje — zastanawiam się czasem:
Co by było, gdybym przed podjęciem tej decyzji usiadł przy kawie z kimś takim jak Pan Jarek?
Gdybym powiedział:
„Mam taki pomysł. 26 mieszkań. Jeden klient. Co Pan o tym myśli?”
Może spojrzałby na mnie znad kawy i powiedział:
„Panie Arku, niech Pan usiądzie”.
A potem kilka zdań, które oszczędziłyby mi kilku lat problemów, ogromnych pieniędzy i nerwów.
Może nie.
Tego już nigdy się nie dowiem.
Wiem natomiast, że czasami jedna godzina rozmowy z człowiekiem, który przeszedł tę drogę przed tobą, może być warta więcej niż miesiące uczenia się na własnych błędach.
Bo uczenie się na własnych błędach jest skuteczne.
Tylko cholernie drogie.
Z Panem Jarkiem odbyliśmy mnóstwo takich rozmów.
O najemcach.
O właścicielach.
O kaucjach.
O zarządzaniu.
O wspólnotach.
O tym, gdzie ja widziałem ryzyko, a gdzie widział je on.
Czasami się zgadzaliśmy.
Czasami kompletnie nie.
A czasami po prostu się ze sobą przekomarzaliśmy.
I chyba właśnie tych przekomarzań brakuje mi dzisiaj najbardziej.
Pamiętam szczególnie jedną rozmowę.
Pan Jarek przechowywał kaucje na swoim prywatnym koncie i kiedyś zapytałem go:
„Panie Jarku, a co będzie, jeśli kiedyś Pana zabraknie? Jak właściciele i najemcy odzyskają te pieniądze?”
Spojrzał na mnie, uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny sposób i odpowiedział mniej więcej:
„Panie Arku, wtedy to już nie będzie mój problem”.
Taki był.
Kilka lat później zadzwonił do mnie jego brat.
Powiedział, że Pan Jarek nie żyje.
Dowiedziałem się wtedy, że ciężko chorował, choć wcześniej nigdy ze mną o tym nie rozmawiał.
I oczywiście przypomniała mi się tamta rozmowa.
Nagle przestała być tylko żartem.
Dzisiaj, kiedy pracuję nad książką „Kiedy wynajem zamienia się w koszmar”, coraz mocniej widzę, że ta książka nie powstała wyłącznie z moich doświadczeń.
Powstała również z setek rozmów.
Z właścicielami.
Najemcami.
Agentami.
Prawnikami.
Zarządcami.
Ludźmi, którzy wiedzieli ode mnie więcej.
Ludźmi, którzy mieli inne zdanie.
I również z takich wielogodzinnych kaw z Panem Jarkiem.
Dlatego jeżeli miałbym dać dzisiaj jedną radę komuś, kto zaczyna w nieruchomościach, najmie czy właściwie w dowolnym biznesie, byłaby bardzo prosta:
Znajdź ludzi mądrzejszych od siebie.
Nie bój się ich pytać.
Nie otaczaj się wyłącznie tymi, którzy się z tobą zgadzają.
Słuchaj szczególnie tych, którzy mają za sobą drogę, na którą ty dopiero wchodzisz.
Nie musisz przyjmować wszystkiego, co mówią.
Ja do dzisiaj raczej nie pobierałbym 15 tysięcy kaucji.
Panie Jarku — tutaj nadal pozostaniemy przy swoim.
Ale dzisiaj wiem, że jedną z największych wartości, jakie możemy dostać od drugiego człowieka, jest jego doświadczenie.
Bo człowieka kiedyś może zabraknąć.
Ale niektóre rozmowy zostają.
Niektóre rady zostają.
Nawet niektóre spory zostają.
W jednym z moich ulubionych filmów pt. „Ostatni Samuraj”, kiedy dwóch ludzi z zupełnie różnych światów, którzy przez długi czas rozmawiali, spierali się i próbowali nawzajem zrozumieć swoje spojrzenie, musi się pożegnać.
I zostaje po tym bardzo prosta myśl:
Będzie mi brakowało naszych rozmów.
Kiedy dzisiaj wspominam Pana Jarka, coraz lepiej ją rozumiem.
Oczywiście nasze rozmowy nie dotyczyły wojny, honoru samurajów ani przyszłości Japonii.
Najczęściej spieraliśmy się o kaucję.
Trochę mniejszy kaliber.
Ale dla mnie miały ogromną wartość.
I czasami po latach łapię się na tym, że przy jakiejś sytuacji w najmie zastanawiam się:
„Kurde, co powiedziałby na to Pan Jarek?”
Prawdopodobnie najpierw by się ze mną nie zgodził.
Potem rzuciłby coś swoim specyficznym poczuciem humoru.
Oczywiście w skórzanej kamizelce.
A na koniec i tak każdy z nas zostałby przy swoim ![]()
Panie Jarku, dziękuję za te wszystkie kawy.
Za wszystkie spory.
Za przekomarzania.
Za to, że czasami mówił mi Pan coś, czego wtedy nie chciałem słuchać, a co zrozumiałem dopiero kilka lat później.
I chyba dzisiaj potrafię powiedzieć to najprościej:
Panie Jarku, brakuje mi tych naszych rozmów. A jeszcze bardziej tych naszych przekomarzań. I tej Pana czaderskiej kamizelki ![]()
Wie Pan… tak po śląsku — fest mi tego brakuje ![]()
![]()
![]()